Czy pieniądze są abstrakcyjne?
Obejrzałem właśnie film „Dług według Margaret Atwood”, zaangażowany dokument oparty o serię esejów tej kanadyjskiej pisarki opisujących jej rozważania na temat roli pieniądza. Nie czytałem jej książki „Payback: Debt and the Shadow Side of Wealth”, ale mam zamiar. Film ciekawie rozszerza pojęcie długu na sprawy ekologii czy moralności, a jednocześnie stara się przemycić pewną wizję ekonomii, w której pieniądze nie byłyby kluczowe.
Nie pierwszy raz spotykam się z interesującą tezą, że pieniądze są tylko abstrakcyjnym konstruktem i szczególnie w świecie zachodnim straciły w dużym stopniu związek z rzeczywistością. Ani po filmie „Dług według Margaret Atwood”, ani na skutek kontaktu z tym poglądem w innych sytuacjach nie przeszedłem jednak na stronę jego zwolenników.
Dlaczego? Zgadzam się, że na pewnym poziomie rozważań pieniądze są abstrakcyjne. Dla zdecydowanej większości ludzkości mają jednak bardzo konkretne znaczenie i w interesie tych ludzi, do których się zaliczam, jest nie ignorowanie tego faktu. Bardzo bogate społeczeństwa dawno zaspokoiły wszystkie swoje podstawowe potrzeby.
Zamożność zaprowadziła ich do momentu, kiedy ich majątek nabrał tak dużych rozmiarów, że stał się abstrakcyjny, oderwany od rzeczywistości, nie do ogarnięcia. Widać to zarówno po stronie zarobków, które pewnej grupie ludzi pozwalają na ekskluzywny styl życia, jak i długu. Słysząc o zadłużeniu Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii, Włoch czy Grecji trudno nawet objąć rozumem znaczenie tych kwot pieniędzy.
To rzeczywiście abstrakcja. Z perspektywy przeciętnego człowieka w mniej zamożnym kraju, może z dużą rodziną na utrzymaniu, pieniądze nabierają bardzo konkretnego wymiaru. Da się je bardzo łatwo przeliczyć na mąkę, cukier, bilet do miasta czy edukację dzieci. To nie są abstrakcyjne numerki na koncie bankowym, to oficjalny środek płatniczy, który pozwala zadbać o podstawowe potrzeby.
Jaki z tego wniosek? Na rozważania o abstrakcyjności pieniądza stać chyba tylko najbogatszych.